niedziela, 17 maja 2009

Cebularze lubelskie

Złociste, aromatyczne, z chrupiąca skórką. Nam najbardziej smakowały jeszcze gorące, prosto po wyjęciu z piekarnika, z plastrem żółtego sera.

W 2007 roku Cebularze lubelskie trafiły na listę produktów tradycyjnych.
Podobno te najlepsze można kupić właśnie w lubelskim, gdzie są bardzo znanym i jednym z najbardziej lubianych produktów regionalnych.
Wywodzą się z kuchni żydowskiej , a ich tradycja sięga czasów króla Kazimierza Wielkiego.


Nie wiem jak to się stało, ale dość długo już nie publikowałam nic co piekłam w ramach Weekendowej Piekarni.
Faktem pierwszym jest, że z braku czasu spowodowanego po pierwsze zmianą pracy, po drugie piękną pogodą, trochę mniej gotuję. Żywimy się głównie daniami szybkimi, których przygotowanie nie zajmuje dłużej niż pół godziny, rzadziej też odpalam piekarnik. Królują zupy, szybkie makarony, pierogi z czeluści zamrażarki :-) I wcale nam z tym nie jest źle.
Blog trochę cierpi, bo nic z naszej strawy nie nadaje się do opublikowania.

Drugim faktem jest, że w ubiegły weekend popełniłam bagietki z makiem i skórką pomarańczową, które w Piekarni gościły tydzień wcześniej. Ale, że była późna noc, to za fotografowanie się nie brałam. A następnego dnia schrupaliśmy je w pracy :-)

Dziś popełniłam cebularze, zaproponowane w ramach edycji 31. przez ZawszePolkę.

Już kiedyś wspominałam, że do cebuli i potraw z jej dodatkiem namawiać nas nie trzeba, tak było i tym razem.
Zapach jaki cebularze roznoszą po całym mieszkaniu podczas pieczenia, i jaki unosi się jeszcze długo po, jest nie do opisania. Tego trzeba doświadczyć.
Dwa pierwsze cebularze, które zjedliśmy, obłożyliśmy plastrami żółtego sera :-)

Do przepisu wprowadziłam drobne modyfikacje: zmniejszyłam ilość drożdży z 50 do 30g i zamieniłam margarynę na masło. Cebularze upiekłam z dodatkiem mąki pszennej razowej.


Cebularze (10 szt.)
* 30g drożdży świeżych
* 1 łyżka cukru
* 250 ml mleka
* 60g masła
* 400g mąki pszennej
* 100g mąki pszennej razowej (typ 2000)
* 1 łyżeczka soli
* 1 jajko, lekko roztrzepane (1 łyżkę odłożyć do posmarowania brzegów)

Nadzienie
* 10 cebul średniej wielkości (ok. 800g)
* 1 łyżeczka soli
* 2 łyżeczki oliwy
* 3 łyżki maku

Masło rozpuścić w rondelku, zalać połową mleka i odstawić do ostygnięcia.
Drożdże rozkruszyć do kubeczka, zasypać cukrem, dodać 2 łyżki mąki i pozostałe mleko. Dokładnie wymieszać i odstawić do wyrośnięcia.

W dużej misce wymieszać obie mąki z solą, wlać drożdże, masło z mlekiem i jajko. Wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. U mnie trwało to ok. 5 minut mikserem na najszybszych obrotach i 3 minuty zagniatania ręcznego.
Kulę przełożyć do miski, przykryć folią i odstawić na ok. 1 godzinę do podwojenia objętości.

W czasie kiedy ciasto wyrasta, przygotować nadzienie.
Cebulę pokroić w niezbyt drobną kostkę, posolić i dusić na oliwie ok. 15 minut, aż zmięknie. Dodać mak i odstawić do wystudzenia.

Wyrośnięte ciasto podzielić na 10 części. z każdej uformować okrągły placek o średnicy ok. 12 cm. Wyłożyć po łyżce cebuli, brzegi posmarować jajkiem wymieszanym z 2 łyżkami mleka. Odstawić na 10 minut do wyrośnięcia.
Piec ok. 20 minut w temperaturze 200 stopni.

Smacznego :-)

wtorek, 12 maja 2009

Jogurt kawowo-pomarańczowy


Lato nadchodzi wielkimi krokami. Sezon truskawkowy tuż, tuż... nie mogę się doczekać kiedy będę się nimi opychać bez opamiętania. Będę chodzić z bólem brzucha, ale kolejnej porcji tej pyszności sobie nie odmówię.
Bo kiedy jak nie teraz tak się zajadać? Tym bardziej, że sezon truskawkowy trwa tak krótko.

Cieszę się na myśl, że moje szafki wypchane są po brzegi pustymi słoikami po zużytych ubiegłorocznych zapasach :-) Dzięki temu, że żaden, nawet najmniejszy i wydawałoby się, zupełnie niepotrzebny słoiczek, u mnie się nie zmarnuje.
I jak co roku pewnie mi ich zabraknie. Bo a to dżemy i soki z truskawek będę robiła w pierwszej kolejności, niedługo potem wiśnie (pod postacią dżemu i słodkich wiśni w ulepkowatym syropie chyba najbardziej przeze mnie ukochane ;-) ). Jeszcze później powidła śliwkowe, grzyby, paprykę w occie (uwielbiam tę słodycz przełamaną kwaśną octową nutą). Zakiszę też ogórki z zrobię sałatkę szwedzką na zimę.
Na koniec postanowiłam zamknąć w słoikach dynię. Nigdy tego nie robiłam (w ogóle z dynią zaprzyjaźniłam się ubiegłej jesieni) i ciekawość efektów mnie zżera. Ale na pożarcie będę musiała jeszcze co najmniej pół roku poczekać :-)

Uwielbiam planować coroczne przetwory. Może ktoś z Was mi podpowie do jeszcze w słoiki zamknąć można. Może ktoś podrzuci przepis na pyszne pomidory czy czosnek kiszony? :-)


Ale nie o tym miało być.
Zawsze w lodówce mam sporo nabiału. Gdzieś w roku co i ruch uchowa się pojemniczek z jogurtem, którego data ważności właśnie upływa, a na który kompletnie nie mam ochoty.
Jako, że zazwyczaj kupuję jogurty naturalne, a L. ich nie jada, musiałam wymyślić coś co zjadłby ze smakiem. Owoców, które w towarzystwie jogurtu czułyby się dobrze, późnym niedzielnym popołudniem w domu nie miałam. Jedynym ratunkiem była kawa, która o dziwo znalazła się w postaci rozpuszczalnej. Ale na takie właśnie ewentualności ją w domu trzymam.
I niech Was nie zmyli fakt, że jogurt jest z pomarańczą. Ćwiarteczkę z porannej konsumpcji znalazłam w lodówce. Za mało na jogurt pomarańczowy ;-)


Jogurt kawowo-pomarańczowy
* 2 płaskie łyżeczki kawy rozpuszczalnej
* 1 łyżka wrzątku lub gorącego mleka
* 2-3 łyżeczki cukru pudru (użyłam waniliowego własnej produkcji)
* ok. 200g naturalnego jogurtu niesłodzonego
* 2 łyżki soku z pomarańczy
* 1 łyżeczka skórki otartej z pomarańczy

Kawę i cukier rozpuścić we wrzątku, ostudzić. Wymieszać z jogurtem, dodać sok z pomarańczy.
Przełożyć do pucharka lub niewielkiej szklaneczki. Udekorować skórką pomarańczową.

Smacznego ;-)




sobota, 9 maja 2009

Muffiny śniadaniowe z ananasem

Pyszne, wilgotne, aromatyczne. Bardzo długo pozostają miękkie i świeże.
Doskonałe zarówno na śniadanie, jak i jako przekąska na wiosenny wypad za miasto :-) Nastała więc doskonała pora na ich upieczenie :-)


Łatwe do przygotowania, bo wymagają tylko połączenia składników. Szybkie do upieczenia, bo w piekarniku spędzają nie więcej niż 15-20 minut.
Moje przygotowałam na bazie kefiru, dodałam rozgniecione banany, a do środka włożyłam kawałki ananasa. Można użyć mleko, ale to właśnie kefir czy maślanka powodują, że muffiny są lekkie i wilgotne. Nie są przesadnie słodkie, a z dodatkami można dowolnie eksperymentować.

Muffiny śniadaniowe (12 szt.)

Składniki mokre
* 90 ml oleju
* 115 ml kefiru lub maślanki
* 1 duże jajko
* 2 średnie banany, rozgniecione

Składniki połączyć ze sobą w misce.

Składniki suche
* 240g mąki (ok. 1,5 szklanki)
* 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
* 90g cukru (niecałe pół szklanki)

Składniki przesiać do miski.

Dodatki
* 4-5 plastrów ananasa świeżego lub z puszki, pokrojonego w cząstki (lub inne dowolne owoce)

Do pieczenia: forma do muffinów wyłożona papilotkami lub wysmarowana tłuszczem


Do miski z suchymi składnikami wlać wymieszane płyny. Szybko wymieszać.
Do przygotowanej formy nakładać po łyżce ciasta, ułożyć owoce i przykryć resztą ciasta.

Piec ok. 15-20 minut w temperaturze 180 stopni.

niedziela, 3 maja 2009

Pancakes razowe


Bardzo smaczne i co równie ważne, bardzo zdrowe. Bez dodatku tłuszczu i smażone na suchej patelni.
Proste składniki i szybkie wykonanie. Doskonałe zarówno świeżo przygotowane na niedzielne śniadanie, jak i odgrzewane. Nie są bardzo pulchne, ale to za sprawą mąki razowej. Przygotowane z białej oczyszczonej mąki będą pulchne w środku i chrupiące na zewnątrz.

Można je przygotować na bazie jogurtu, maślanki czy kefiru (w zależności od zawartości lodówki)

Doskonale nadają się do zamrażania, po rozmrożeniu i odgrzaniu na suchej patelni nic nie tracą na smaku.
Pyszne zarówno z samym cukrem pudrem, jak i konfiturami (u nas z czarnej porzeczki) czy ze śmietaną :-) Można podać również z miodem lub syropem klonowym.


Ciasto na moje pancakes'y zawsze robię "na oko", i tym razem również nie zapisywałam proporcji, więc ilość składników można odrobinę zmodyfikować :-)


Jeśli placuszki przygotujemy na bazie białek, odtłuszczonego kefiru i fruktozy, przepis zgodny z MM.

Składniki (ok. 20-24 małe placki)
* 1 całe jajko lub 2 białka
* pół łyżeczki soli
* ok. 350ml kefiru
* ok. 350g pszennej mąki razowej lub graham
* 2 łyżki fruktozy lub cukru
* 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

Jajko lub białka lekko roztrzepać z solą, dodać 300ml mleka i miksując wsypywać mąkę. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. Można dolać resztę mleka lub dosypać trochę mąki dla uzyskania właściwej konsystencji. Na koniec wsypać fruktozę (cukier) i proszek do pieczenia.
Smażyć na teflonowej patelni do naleśników na małym ogniu, żeby placuszki lekko wyrosły.



niedziela, 26 kwietnia 2009

Chleb toskański bez soli (Saltless Tuscan Bread)


Oto kolejny weekend z Weekendową Piekarnią. Gospodynią tej edycji jest Tilianara z Kuchni Szczęścia. Wyszukała i zaproponowała do upieczenia dwa chleby, zupełnie od siebie różne: żytni chleb z siemieniem lnianym i chleb toskański bez soli.
Jako, że mój zakwas stale miewa humory (co utwierdza mnie w przekonaniu, że coś co w lodówce stoi, je i słowem się nie odezwie, również może mieć gorszy dzień :-) ), wybrałam kontrowersyjny chleb toskański. Kontrowersyjny, bo pieczony bez użycia soli.



Nigdy nie jadłam chleba bez soli, więc wiele się po nim nie spodziewałam. W połowie wyrastania, kiedy doczytałam, że podane proporcje wystarczą na upieczenie dwóch bochenków, przez chwilę żałowałam, że nie podzieliłam składników na pól. Ale słowo się rzekło ;-)

Ciasto było bardzo przyjemne w obróbce, bo choć na początku klejące, to po wyrastaniu ze złożeniem, miękkie, elastyczne i dające się łatwo formować w bochenki.
Kiedy z piekarnika wyjęłam dwa wypieczone, rumiane bochenki, kiedy odkroiłam 'dupkę' i jeszcze gorącą posmarowałam grubo masłem, wreszcie kiedy poczułam na języku pierwszy kęs, wiedziałam, że to jest to!
Chleb ma niesamowicie miękki miąższ zamknięty w cienkiej, chrupiącej skórce. Lekko słodkawy posmak, który czułam już poprzedniego wieczoru w mącznej paście :) nadaje kromkom niepowtarzalny smak.
Zdecydowanie mój smak :)


Chleb na stałe wchodzi do kanonu naszego domowego pieczywa.
Jeden bochenek zamroziłam i sprawdzę, jak będzie sprawował się po rozmrożeniu.

Chleb toskański, bez soli

(2 średnie bochenki)


Około 12 godzin przed pieczeniem przygotować pastę mączną:

* 256g mąki pszennej

* 398g wrzątku


W misce połączyć wodę z mąką aż do uzyskania gładkiej, jednolitej pasty. Wystudzić, przykryć i zostawić w temperaturze pokojowej.


Ciasto właściwe:


* 340g mąki pszennej

* 110-120g wody
* 8g drożdży instant lub 15g świeżych drożdży

* 2 łyżki oliwy

* cała pasta mączna


W dużej misce umieścić wszystkie składniki, zostawiając niewielką część wody. Wyrabiać mikserem na średniej prędkości przez ok. 12-15 minut, regulując ilość wody. Wyrobione ciasto powinno mieć średnio rozwinięty gluten (rozciągnięte między palcami powinno tworzyć błonkę i nie rwać się).
Uformować ciasto w kulę i przełożyć do lekko naoliwionej miski na 2 godziny, składając po 1 godzinie.

Wyrośnięte ciasto wyjąć na omączony blat, podzielić na 2 części i uformować je w kule, starając się jak najmniej odgazować. Przykryć ściereczką na 15 minut.

Uformować bochenki (ja jedną część pozostawiłam w formie kuli, drugiej nadałam owalny kształt), posypać mąką i odstawić do wyrośnięcia na 1 godzinę.


Piekarnik rozgrzać do 260 stopni wraz z blachą (rozgrzałam z termoobiegiem i włączoną dolną grzałką). Na dno wstawić naczynie z wodą. Przed pieczeniem oprószyć chleby mąką i naciąć.
Po włożeniu do piekarnika zmniejszyć temp. do 230 stopni, a po 10 minutach do 200 stopni (musiałam tak obniżyć temperaturę, ponieważ mój piekarnik rozgrzał się do 260 stopni i obawiałam się zwęglenia bochenków).
Łączy czas pieczenia powinien wynosić ok. 30-40 minut.
Upieczone chleby studzić na kratce.

Źródło: Blog "Wild Yeast"